Księgi Erbokańskie - Rozdział I
Dodane przez Conrad Darosareier-Stattoerr dnia 2010.02.06 22:11
Księżyc panował dumnie nad temidańskim niebem, kiedy to w całym swym majestacie, książę Henryk z Adamas, wielki triumwir erbokański, wkroczył do swej kancelarii w samym sercu Pałacu Triumwirów. Starszy już książe, trapiony dzień cały złymi przeczuciami, dziękował bogom za pomyślne zakończenie się tego dnia. Ostało mu jeszcze na pulpicie listów parę do odczytania, co zamierzał uczynić w tej chwili.
Rozsiadł się książę na swym wielkotriumwirowskim stolcu, złapał oddech i wziął w dłoń pierwszy z brzegu list. Złamał pieczęć, po czym zaczął czytać: „My, Wielki Książę Sarmacji, poddajemy się pod opiekę...”. Natychmiast odłożył list uznając go za niewiele wart. Nie miał czasu na zajmowanie się takimi drobnostkami. Drugi list także niezbyt zainteresował księcia. „Szlachta dreamlandzka prosi o protekcję WXM w sprawie...” - rozpoczynała się błagalna litania, długa a jakże nudna. Te i parę innych listów przerzucił książę na stertę dokumentów do przekazania Aktywiuszowi Spraw Zagranicznych.
„My, Bogusław, z Bożej łaski książę nowofurlandzki ... wypowiadamy niniejszym Akt Założycielski i traktat inkoroporacyjny ... odrzucając zwierzchność WXM nad naszymi ziemiami...” – głosił któryś z kolei list. Nie było jednak dane księciu doczytać tego listu do końca, gdyż przeczytawszy pierwsze jego akapitum, padł w objęcia swego stolca niczym martwy.
O poranku dnia następnego, martwego księcia znalazła jego gospodyni, która jak co dzień, od wielu, wielu lat, przychodziła wczesnymi godzinami uprzątnąć gabinet, zanim jeszcze sam wielki triumwir nie zdążył się do niego doczłapać.
- O Boże! Jezus Maria! Ratujcie wszyscy święci! – Zanosiła swój lament gospodyni. – Ratujcie! Książę nasz dobrodziej martwy leży w swej komnacie! Ludzie!
Natychmiast w kancelarii zebrało się moc pałacowych urzędników. Nadworny medyk zaraz po swym przybyciu przepędził całą tłuszczę i jął cucić księcia. Było jednakże za późno. W niecałe pół godziny później Skabe zebrało się i komisyjnie zatwierdziło opróżnienie się erbokańskiego stolca.
- Szanowni waćpanowie, mimo tak wielkiej tragedii, należy jak najszybciej zająć się sprawami bieżącymi – rozpoczął triumwir Eryk, władca Ziem Triumwirów, które w onym czasie zwały się jeszcze Księstwem Temidy.
- Z tegoż, co widzę, mamy nie tylko ten jeden problem – zaczął tajmniczo triumwir Aleksander, pod którego berłem cała Rzeczpospolita Arkońska stała. – Widział ktoś triumwira Nowej Furlandii? Moi państwo, książę Bogusław zerwał traktat.
- Zdrada! – zakrzyknął Alastor, triumwir Państwa Świetlików.
- Zdrada! Zdrada! – pochwycili za nim wszyscy członkowie Skabe.
- Cisza! – zakrzyknął książę Eryk. – W obliczu tego nieszczęścia a i na pewno nieuniknionej wojny z Furlandią, musimy szybko podjąć pewne kroki.
- Proponuję, by wasza książęca mość przejął jednoosobowo obowiązki wielkotriumwirowskie, jako najstarszy i najbardziej zaufany z nas – wnioskował książę Aleksander.
- Popieram – rzekł triumwir Alastor.
- Nie mam innego wyjścia, jak przyjąć ten zaszczyt – rzekł z niekłamaną skromnością pan Eryk. – Należy zmobilizować wojska, by pilnowały granic nowofurlandzkich. Musimy także rozpocząć procedurę elekcji nowego władcy. Waść Aleksandrze, każ zaraz rozesłać listy do stolic sprzymierzonych.
- Nie zapomnij tym razem o panach arkońskich. Wspomnij, jak przed laty roznieśli oni ogniem i mieczem sejm elekcyjny, kiedy nie byli na niego sproszeni – ostrzegł książę Alastor
- Triumwirze Alastorze, podejmiesz się waść sprawą wojsk? – zagadnął książę Eryk.
- Z największą chęcią, mości panie, jednakże sądzę, iż pułkownik Salvepol jest do tegoż bardziej przysposobiony – odparł triumwir Alastor.
- Wezmę i go pod uwagę, szanowny triumwirze. A teraz, panowie, radzę – do obowiązków – zakomenderował książę Eryk.
Książę Aleksander opuścił kancelarię wielkotriumwirowską wraz z innymi członkami Skabe. Przy wyjściu mosiężne drzwi do tegoż gabinetu zostały zapieczętowane osobno przez każdego z triumwirów, a straż ich pilnująca, otrzymała specjalne zadania.
Następnie skierował się do swojego gabinetu, który leżał kawałek drogi od kancelarii. Zazwyczaj przebywał tam jedynie w czasie, kiedy sytuacja wymagała możliwości natychmiastowego kontaktu z wielkim triumwirem, gdyż na obrzeżach Temidy ufundował sobie niewielki pałacyk, w którym zazwyczaj spędzał swój czas przebywając w Temidzie.
Siadł przed ogromnym biurkiem, pochwycił w dłoń pióro i jął pisać. I tak zeszła mu jedna godzina, a potem następna. Następnie zapieczętował każdy z listów pieczęcią Skabe Erboki i zwołał posłów.
- Oto, listy do władców sprzymierzonych: do Dreamlandu, Sarmacji, Scholandii, Tuolelenkki a także do panów arkońskich – ketopromlandzkich, kiryjskich, marchewnych i innych. Mają oni wyznaczyć po kandydacie na wielkiego triumwira. Spieszcie się, wróćcie jak najszybciej – rozkazał książę posłom, który jeszcze tego dnia ruszyli w drogę.
W chwili opuszczania przez posłów gabinetu księcia Aleksandra, wbiegł doń zdyszany triumwir Eryk, dzierżąc w dłoni list.
- Posłaniec właśnie przyniósł list od księcia Bogusława. Pisze, iż żałuje on swojej decyzji i błaga o ponowne przyjęcie go w poczet Skabe. Na znak tegoż przybędzie jutro z niewielką kompanią ubezpieczającą do Temidy. Chce wziąć udział w elekcji – wyrzucił z siebie jednym tchem książę Eryk.
- Pokojowo? Z kompanią? Wątpię. Czyż nie widzisz w tym, panie bracie, intrygi? – zwerbalizował swe kompleksy spisku światowego książę Aleksander. - Niech pułkownik Salvepol przygotuje miasto do obrony.
- Czyż odjęło waści zdolność myślenia?
- Nie zaprzeczam. A tymczasem, polecam wyczekiwać posłów dreamlandzkich, jeśli waści tak bierno – zakończył triumwir Aleksander i wyszedł z gabientu.